ZAPRASZAMY DO NOWO OTWARTEGO SKLEPU MONTIKO W WARSZAWIE! SPRAWDŹ LOKALIZACJĘ
⭐⭐⭐⭐⭐ NIE KUPUJ W CIEMNO – SPRAWDŹ CO MÓWIĄ NASI KLIENCI ZOBACZ OPINIE
ŚWIĘTUJ Z NAMI NOWY ROK!. SPRAWDŹ NOWOROCZNĄ OFERTĘ
Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Ośmiotysięczniki – lista szczytów i najważniejsze ciekawostki

2026-02-03
Ośmiotysięczniki –  lista szczytów i najważniejsze ciekawostki

Ośmiotysięczniki to grupa najwyższych gór na Ziemi, których wierzchołki wznoszą się na wysokość co najmniej 8000 metrów nad poziomem morza. Granica ta ma znaczenie czysto umowne – wynika z przyjętego systemu metrycznego – ale w praktyce wyznacza strefę, w której ludzki organizm nie jest w stanie funkcjonować długotrwale bez poważnych konsekwencji zdrowotnych. To właśnie powyżej 8000 m n.p.m. zaczyna się tzw. strefa śmierci.

Obecnie, zgodnie z powszechnie przyjętą klasyfikacją i stanowiskiem Międzynarodowej Federacji Związków Alpinistycznych (UIAA), na świecie wyróżnia się czternaście ośmiotysięczników. Dziesięć z nich znajduje się w Himalajach, a cztery w Karakorum. Łącznie tworzą one tzw. Koronę Himalajów i Karakorum – pojęcie często mylone z Koroną Ziemi, która obejmuje najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów.

Wśród tej czternastki wyróżnia się pięć tzw. wysokich ośmiotysięczników, czyli gór przekraczających (lub niemal osiągających) wysokość 8500 metrów. Są to:
• Mount Everest,
• K2,
• Kanczendzonga,
• Lhotse,
• Makalu.

To właśnie one przez dekady wyznaczały granice możliwości ludzkiego organizmu i ambicji alpinistów.

 

Lista ośmiotysięczników – najwyższe szczyty świata

 

Poniżej znajduje się aktualna lista czternastu ośmiotysięczników, uszeregowanych od najwyższego do najniższego, wraz z ich lokalizacją:

  1. Mount Everest – 8848 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal / Chiny (Tybet)
    Najwyższy szczyt świata.

  2. K2 – 8611 m n.p.m.
    Karakorum, Pakistan / Chiny
    Drugi najwyższy szczyt świata i najwyższy szczyt Karakorum.

  3. Kanczendzonga – 8586 m n.p.m.
    Himalaje, Indie / Nepal

  4. Lhotse – 8516 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal / Chiny

  5. Makalu – 8463 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal / Chiny

  6. Czo Oju – 8201 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal / Chiny

  7. Dhaulagiri I – 8167 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal

  8. Manaslu – 8156 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal

  9. Nanga Parbat – 8126 m n.p.m.
    Himalaje, Pakistan

  10. Annapurna I – 8091 m n.p.m.
    Himalaje, Nepal

  11. Gaszerbrum I – 8068 m n.p.m.
    Karakorum, Pakistan / Chiny

  12. Broad Peak – 8047 m n.p.m.
    Karakorum, Pakistan / Chiny

  13. Gaszerbrum II – 8035 m n.p.m.
    Karakorum, Pakistan / Chiny

  14. Sziszapangma – 8013 m n.p.m.
    Himalaje, Chiny

 

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie ośmiotysięczniki leżą w Azji, a ich koncentracja w dwóch pasmach górskich nie jest przypadkowa. Himalaje i Karakorum powstały w wyniku kolizji płyty indyjskiej z eurazjatycką i do dziś są obszarem aktywnym tektonicznie, co przekłada się nie tylko na wysokość szczytów, ale także na ich niestabilność, lawinowość i trudne warunki atmosferyczne.

 

Mount Everest – 8848 m n.p.m.

 

Ośmiotysięczniki a „nowe” propozycje

Choć lista czternastu ośmiotysięczników jest od dekad uznawana za obowiązującą, temat ten nie jest całkowicie zamknięty. W ostatnich latach pojawiły się oficjalne działania rządu Nepalu zmierzające do uznania kolejnych bocznych wierzchołków za samodzielne ośmiotysięczniki. Sprawa ta budzi kontrowersje i pozostaje przedmiotem sporu pomiędzy administracją nepalską a środowiskiem alpinistycznym zrzeszonym wokół UIAA. Do tego wątku wrócimy w dalszej części artykułu.

 

Polacy i ośmiotysięczniki – od outsiderów do światowej czołówki

 

Historia Polaków na ośmiotysięcznikach zaczęła się późno i bez taryfy ulgowej. Gdy w Alpach i Himalajach dominowały już wyprawy brytyjskie, francuskie czy włoskie, polskie środowisko górskie dopiero budowało zaplecze sprzętowe i organizacyjne. Brak pieniędzy, zacofanie technologiczne i realia polityczne sprawiały, że Polacy wchodzili w świat najwyższych gór bez komfortu, zaplecza i marginesu błędu.

Pierwszym polskim wejściem na ośmiotysięcznik był Mount Everest w 1978 roku. Na szczycie stanęła wtedy Wanda Rutkiewicz, co miało znaczenie nie tylko sportowe, ale i symboliczne – była trzecią kobietą na najwyższym szczycie świata i pierwszą osobą z Polski, która przekroczyła granicę 8000 m n.p.m. Od tego momentu obecność Polaków w Himalajach i Karakorum przestała być epizodyczna.

 

Złota Era polskiego himalaizmu

 

Lata 80. XX wieku to okres, który do dziś określa się mianem Złotej Ery polskiego himalaizmu. Polacy nie rywalizowali już o „pierwsze letnie wejścia”, które to były w większości za nimi, lecz zaczęli szukać wyzwań tam, gdzie inni się wycofywali: zimą, nowymi drogami, często w małych zespołach lub samotnie.

Centralnymi postaciami tego okresu byli:
• Jerzy Kukuczka
• Krzysztof Wielicki

Jerzy Kukuczka jako drugi człowiek w historii zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, robiąc to w ciągu niespełna ośmiu lat, często nowymi drogami i w trudniejszych warunkach niż jego poprzednik, Reinhold Messner. Krzysztof Wielicki zapisał się w historii trzema pierwszymi wejściami zimowymi, w tym samotnym zimowym wejściem na Lhotse w 1988 roku – do dziś jedynym takim dokonaniem na ośmiotysięczniku.

 

Ośmiotysięczniki zimą – polska specjalność

 

Zdobywanie ośmiotysięczników zimą przez dekady uznawane było za nierealne. Skrajnie niskie temperatury, huraganowe wiatry i bardzo krótkie okna pogodowe sprawiały, że większość wypraw kończyła się odwrotem. Przełom nastąpił w 1980 roku.

17 lutego 1980 roku Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki stanęli zimą na szczycie Mount Everestu. Było to pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik w historii. Od tego momentu stało się jasne, że Polacy znaleźli swoją niszę – i potrafią w niej dominować.

Do dziś Polacy dokonali dziesięciu z czternastu pierwszych zimowych wejść na ośmiotysięczniki, w tym m.in.:
• Everest,
• Manaslu,
• Dhaulagiri,
• Czo Oju,
• Kanczendzonga,
• Annapurna,
• Lhotse,
• Sziszapangma,
• Gaszerbrum I,
• Broad Peak.

Wiele z tych wejść odbyło się bez użycia butli tlenowych, co dodatkowo podnosi ich sportową wartość.

 

Kolejne pokolenia i cena ambicji

 

Po 2000 roku polski himalaizm wszedł w nową fazę. Z jednej strony pojawiły się wyprawy działające w ramach międzynarodowych zespołów, z drugiej – próby kontynuowania tradycji zimowych wejść w Karakorum. Program Polski Himalaizm Zimowy, zainicjowany przez Artura Hajzera, miał na celu zdobycie ostatnich niezdobytych zimą ośmiotysięczników.

Efektem tych działań były m.in.:
• zimowe wejście na Gaszerbrum I w 2012 roku (Adam Bielecki, Janusz Gołąb),
• zimowe wejście na Broad Peak w 2013 roku, okupione jednak śmiercią Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego podczas zejścia.

Te wydarzenia dobitnie przypomniały, że w górach najwyższych granica między sukcesem a tragedią bywa bardzo cienka – niezależnie od doświadczenia i narodowości.

 

Polacy a Korona Himalajów i Karakorum

 

Do dziś czterech Polaków zdobyło wszystkie czternaście ośmiotysięczników:
• Jerzy Kukuczka,
• Krzysztof Wielicki,
• Piotr Pustelnik,
• Denis Urubko (posiadający polskie obywatelstwo w momencie dalszej kariery, choć Koronę skompletował wcześniej).

Każdy z nich zrobił to w innym stylu i w innym czasie, ale wspólnym mianownikiem była samodzielność, odporność psychiczna i gotowość do działania w warunkach, w których nie było miejsca na improwizację.

Polska obecność na ośmiotysięcznikach nie polegała na masowości ani rekordach liczbowych. Polegała na przesuwaniu granic – zimą, w złych warunkach, często tam, gdzie inni nie widzieli sensu ryzyka. I to właśnie ten aspekt sprawił, że polski himalaizm na trwałe zapisał się w historii najwyższych gór świata.

 

 K2 - 8611 m n.p.m.

 

Ośmiotysięczniki zimą – dlaczego to inna liga

 

Zimowe wejścia na ośmiotysięczniki od początku były czymś więcej niż tylko przesunięciem terminu kalendarzowego. To zupełnie inna gra, rozgrywana przy innych zasadach fizyki, logistyki i ludzkiej wytrzymałości. Zimą nie chodzi już o „zdobycie szczytu”, lecz o przetrwanie wystarczająco długo, by w ogóle móc spróbować ataku szczytowego.

Na wysokościach powyżej 8000 m n.p.m. zimą temperatura powietrza potrafi spaść poniżej −40°C, a przy wietrze osiągającym prędkość 150–200 km/h odczuwalna temperatura może dochodzić nawet do −70°C. Okna pogodowe są krótkie, często liczone w godzinach, a nie dniach. Każdy błąd logistyczny, każda decyzja podjęta zbyt późno, może oznaczać koniec akcji – albo coś znacznie gorszego.

Nieprzypadkowo to właśnie ośmiotysięczniki zimą przez dekady stanowiły domenę wąskiej grupy wspinaczy, głównie z Europy Środkowo-Wschodniej, a szczególnie z Polski. Polacy wypracowali własny model działania w ekstremalnym zimnie: długie przebywanie w bazach, cierpliwe czekanie na pogodę, stopniowe wyniszczanie organizmu i gotowość do odwrotu niemal spod samego wierzchołka.

Zdobycie zimą Mount Everestu, Kanczendzongi, Lhotse czy Annapurny nie było kwestią „czy”, lecz „czy tym razem pogoda pozwoli”. Dopiero wejście na K2 zimą w 2021 roku zamknęło epokę klasycznego wyścigu. To wydarzenie symboliczne: ostatni bastion zimowego himalaizmu padł nie pod naporem jednego wybitnego wspinacza, lecz zespołu świetnie zorganizowanych Nepalczyków, działających szybko i skutecznie.

Zima w Himalajach i Karakorum nadal pozostaje osobną kategorią, ale nie jest już białą plamą na mapie. Raczej archiwum ekstremów, do którego coraz trudniej dopisać nowy rozdział.

 

Kanczendzonga – 8586 m n.p.m.

 

Styl oblężniczy vs styl alpejski

 

Sposób wejścia na ośmiotysięcznik od zawsze miał znaczenie niemal równe samemu zdobyciu szczytu. Styl to w himalaizmie waluta – im „czystszy”, tym więcej znaczy.

Styl oblężniczy polega na stopniowym „oswajaniu” góry. Zakładanie kolejnych obozów, poręczowanie trudnych fragmentów, wielokrotne wyjścia aklimatyzacyjne i szerokie zaplecze logistyczne to jego fundamenty. Ten model dominował w złotej erze wypraw narodowych i pozwolił zdobyć większość ośmiotysięczników w latach 50. i 60. XX wieku. Działał – ale był czasochłonny, kosztowny i wymagał dużych zespołów.

Styl alpejski to jego przeciwieństwo. Minimum sprzętu, mały zespół, brak poręczówek i obozów pośrednich. Wszystko, co potrzebne do przeżycia, wspinacze niosą ze sobą od startu do szczytu i z powrotem. W Himalajach taki styl oznacza ogromne ryzyko – nie ma zapasu czasu ani planu B.

To właśnie przejścia w stylu alpejskim są dziś uznawane za najbardziej wartościowe sportowo. Nowe drogi, szybkie akcje, samotne wejścia czy kombinacje techniczne na dziewiczych ścianach wciąż definiują prawdziwy himalaizm. Nieprzypadkowo to one są nagradzane Złotymi Czekanami, a nie kolejne „zaliczenia” klasycznymi drogami.

Problem polega na tym, że styl alpejski nie skaluje się masowo. Nie da się go skomercjalizować, zaplanować w Excelu ani sprzedać jako pakietu „all inclusive”.

 

Lhotse – 8516 m n.p.m.

 

Komercjalizacja Himalajów i zmiana definicji „zdobycia”

 

Wraz z rozwojem infrastruktury, prognoz pogody i logistyki wysokogórskiej Himalaje stały się bardziej dostępne niż kiedykolwiek wcześniej. Dla jednych to sukces – dla innych wyraźna granica, za którą zaczyna się turystyka wysokogórska, a kończy alpinizm.

Dziś wejście na Mount Everest czy Manaslu drogą normalną, z użyciem tlenu z butli, poręczówek i wsparcia Szerpów, jest przedsięwzięciem logistycznym, a nie eksploracyjnym. Nie oznacza to, że jest łatwe czy pozbawione ryzyka – oznacza natomiast, że definicja „zdobycia” uległa rozmyciu.

Projekty takie jak rekordowe tempo zdobycia Korony Himalajów i Karakorum przez Nirmala Purję czy Kristin Harilę pokazują, jak bardzo zmienił się krajobraz najwyższych gór świata. To wyczyny imponujące pod względem organizacyjnym i fizycznym, ale trudne do porównania z dokonaniami Messnera, Kukuczki czy Wielickiego.

Równolegle obserwujemy też inne zjawisko: coraz więcej wejść bez użycia tlenu, często realizowanych przez wspinaczy działających samotnie lub w bardzo małych zespołach. To właśnie tam przenosi się dziś ciężar sportowej rywalizacji – poza główny nurt wypraw komercyjnych.

 

Nepal i nowe ośmiotysięczniki – spór, który trwa

 

W 2025 roku Nepal oficjalnie ogłosił uznanie sześciu dodatkowych ośmiotysięczników: Yalung Kang, Yalung Kang West, Kanczendzonga Centralna, Kanczendzonga Południowa, Lhotse Middle i Lhotse Shar. Decyzja ta jest efektem wieloletniego lobbingu i prób redefinicji pojęcia „samodzielnego szczytu”.

Z punktu widzenia nepalskiej administracji sprawa jest jasna: nowe szczyty spełniają kryteria deniwelacji i posiadają własne drogi wejścia. Z punktu widzenia środowiska alpinistycznego – w tym UIAA – lista klasycznych czternastu ośmiotysięczników pozostaje zamknięta.

Ten spór nie dotyczy wyłącznie geografii. Chodzi o przyszłość rynku wypraw komercyjnych, nowe „cele” dla klientów agencji i potencjalne rozszerzenie Korony Himalajów. Warto przy tym pamiętać, że część z tych „nowych” wierzchołków była zdobywana już dekady temu – także przez polskie zespoły – tyle że nigdy nie funkcjonowały jako samodzielne cele.

Czy świat himalaizmu zaakceptuje nepalską listę? Na razie nic na to nie wskazuje. Ale administracyjnie Nepal zrobił swoje – i to wystarczy, by temat wracał regularnie.

 

Nanga Parbat – 8126 m n.p.m.

 

Ciekawostka: Andrzej Bargiel i zjazdy z ośmiotysięczników

 

W świecie, w którym coraz trudniej o nowe pierwsze wejścia, zmienia się sposób opowiadania o najwyższych górach. Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej zmiany są narciarskie projekty Andrzeja Bargiela, które przesuwają granicę z klasycznego „wejścia i zejścia” w stronę pełnego, ciągłego przejścia góry.

Po historycznym zjeździe z K2 w 2018 roku wydawało się, że w skialpinizmie wysokogórskim osiągnięto sufit. K2 uchodziło za górę „narciarsko niemożliwą” – zbyt stromą, zbyt techniczną i zbyt nieprzewidywalną. Bargiel udowodnił, że jest inaczej. Kilka lat później poszedł jednak krok dalej.

22 września 2025 roku Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach z Mount Everestu (8849 m n.p.m.) bez użycia tlenu z butli. Sam fakt zjazdu z najwyższego szczytu świata nie był nowością – dokonał tego już w 2000 roku Słoweniec Davo Karničar – jednak Bargiel zrobił to w stylu, który w realiach strefy śmierci wciąż pozostaje domeną absolutnego marginesu: bez tlenu, w warunkach jesiennych i z pełną kontrolą linii zjazdu.

Kluczowe jest tu nie tylko „co”, ale „jak”. Zjazd został zaplanowany jako logiczne przedłużenie wejścia, a nie osobny wyczyn oderwany od wspinaczki. Linia poprowadzona przez South Summit, Stopień Hillary’ego, Przełęcz Południową i dalej w kierunku lodowca Khumbu była wcześniej analizowana i sprawdzana podczas kolejnych wyjść aklimatyzacyjnych. Bargiel zjechał bez poręczówek przez Icefall, w terenie, który dla większości wspinaczy jest najniebezpieczniejszym fragmentem całej drogi.

Ten projekt dobrze pokazuje, że ośmiotysięczniki nie są dziś tylko celem samym w sobie, ale przestrzenią do realizowania złożonych, wielowymiarowych przejść. W przeciwieństwie do komercyjnych wejść drogami normalnymi, narciarskie zjazdy wymagają pełnej kontroli nad każdym metrem trasy – nie tylko podczas wspinaczki, ale również w drodze powrotnej, która w strefie śmierci bywa bardziej ryzykowna niż atak szczytowy.

Zjazdy Bargiela nie redefiniują listy ośmiotysięczników, ale redefiniują sposób, w jaki można z nimi pracować. Pokazują, że nawet w górach tak „oswojonych” jak Everest wciąż jest miejsce na działania wymagające precyzji, cierpliwości i realnego ryzyka – bez skrótów logistycznych i bez wspomagania tlenem.

 

Annapurna I – 8091 m n.p.m.

 

Zakończenie

 

Ośmiotysięczniki pozostają jednym z najbardziej precyzyjnie zdefiniowanych obszarów alpinizmu wysokogórskiego. Ich lista, mimo prób administracyjnego rozszerzania, opiera się na jasno określonych kryteriach wysokości, topografii i samodzielności wierzchołków. Równocześnie sposób działania w górach najwyższych ewoluuje: od wypraw oblężniczych, przez czysty styl alpejski, po złożone projekty łączące wspinaczkę, narciarstwo i precyzyjne planowanie logistyczne.

Dla miłośników gór i osób realnie poruszających się w terenie wysokogórskim ośmiotysięczniki nie są abstrakcyjną listą, lecz punktem odniesienia dla oceny ryzyka, stylu działania i granic ludzkiej wydolności. Niezależnie od zmian w narracji medialnej i komercyjnej, pozostają one obiektywnym testem fizyki, biologii i decyzji podejmowanych w warunkach, w których margines błędu praktycznie nie istnieje.

 

Odszukaj Montiko.pl w Social Mediach
Odwiedź klep Montiko.pl na Facebooku
Odwiedź Montiko.pl na Instagramie
Pokaż więcej wpisów z Luty 2026

Dbamy o Twoją prywatność

Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Więcej informacji na temat warunków i prywatności można znaleźć także na stronie Prywatność i warunki Google.

Zamknij
pixel